marca 24, 2020

Kobiecy styl...

Kobiecy styl...
Chodzicie w sukienkach? Ja jakoś w zeszłym roku zrezygnowałam z nich na dobre. Sama nie do końca wiem dlaczego, ale chyba postawiłam na totalną wygodę. W tym roku chcę jednak to zmienić i na nowo przekonać się, że (beautiful dresses) ładne sukienki to nie tylko na te większe wyjścia.
Teraz, gdy nie można wychodzić z domów, a za oknem tak słonecznie postanowiłam porozglądać się po sklepach w poszukiwaniu czegoś na wiosenne, ciepłe dni. W oko wpadło mi już kilka modeli, które na pewno rozważę przy zakupach

Zobaczcie:


Odkąd pamiętam zawsze chodziłam w sukienkach tylko i wyłącznie wtedy, gdy musiałam. Chociaż w zeszłym roku nawet z tym miałam problem i wybierałam spodnie nawet na ważne okazje. Gdy już miałam iść gdzieś w sukience to kupowałam ją na szybko i często kończyło się na tym, że było mi bardzo niewygodnie, nie umiałam się odnaleźć i zamiast dobrze się bawić to myślałam o tym jak wyglądam. Która z Was to zna? Teraz, gdy oglądam te wszystkie (pretty dresses) piękne sukienki widzę, że wiele straciłam. Przecież nawet w (long evening dresses) długich sukniach wieczorowych można czuć się komfortowo, ładnie i przed wszystkim kobieco. Zobaczcie jakie (everpretty gowns) suknie ever-pretty nam proponuje.




Z tego wszystkiego weszłam również na dział gdzie natrafiłam na piękne (bridesmaid dresses) suknie ślubne chociaż do tego jeszcze mi daleko to ja już jedną wymarzoną sobie upatrzyłam.

Musicie koniecznie ją zobaczyć! 



Chodzicie na co dzień w sukienkach czy stawiacie na spodnie? 
Macie swoje ulubione kroje, a może modele?
Co robicie podczas kwarantanny? 

marca 13, 2020

Eveline Glycol Therapy

Eveline Glycol Therapy

Dzień dobry! 

Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę z tego, że jestem tutaj z Wami dość systematycznie, a teraz będzie mnie tylko więcej. Mam nadzieję, że trochę tęskniliście? Od razu po powrocie dodaje Wam recenzje takich perełek, że musicie je mieć.

Wiecie, że wyszła nowa seria od marki Eveline z kwasem glikolowym ? Odkąd ją dostałam, odstawiłam moją starą pielęgnację i używam jej na przemiennie z dwoma kremami innych marek oraz jednym serum, a to co robi linia Glycol Therapy na mojej twarzy to cud. Dlatego postanowiłam tutaj Wam opowiedzieć o niej znacznie więcej.



Kwas glikolowy należy do grupy kwasów AHA, czyli alfa-hydrokwasów i jest kwasem owocowym. Ze wszystkich kwasów AHA, ten ma najmniejsze cząsteczki przez co, najlepiej wnika w głąb naszej skóry. Jednak trzeba na niego uważać i stosować tylko tak, jak zaleca to producent produktu, w którym jest zawarty.

Seria Glycol Therapy składa się z peelingu, toniku, serum oraz kremu. Jednak tutaj występują różne stężenia kwasu dopasowane do potrzeb naszej skóry, także możecie śmiało znaleźć coś dla Was.



Pierwszym produktem, zamkniętym w klasycznej tubie o pojemności 100 ml, jest olejkowy peeling enzymatyczny z 2% kwasem glikolowym i drogocennymi olejkami. Zaczynamy więc od dogłębnego oczyszczenia twarzy z zanieczyszczeń, które zostały nam po demakijażu. Olejki doskonale rozpuszczają pozostałości kosmetyków kolorowych, a do tego zawartość 2% kwasu jest idealna do tego, by delikatnie złuszczyć martwy naskórek i pozostawić naszą skórę gładką i nawilżoną. Tak dokładnie się dzieje. Twarz po zastosowaniu peelingu jest wyraźnie oczyszczona i gładka w dotyku. Nie ma uczucia ściągnięcia ani przesuszenia. Czasem po innych produktach towarzyszyło mi takie skrzypienie skóry w trakcie przejechania po niej dłonią, zapewne wiecie, o co mi chodzi. Tutaj nic takiego się nie dzieje i możemy przejść do dalszej części pielęgnacji...



Czyli do tonizowania naszej oczyszczonej skóry twarzy. Tonik przeciw niedoskonałościom z 5% zawartością kwasów AHA (tutaj jest to kwas mlekowy i glikolowy), bo o nim będzie mowa w tym akapicie, zamknięty jest w przyjemnej w użytkowaniu 110 ml buteleczce z ciekawym otwarciem typu klik, coś jak w żelach do kąpieli. Mnie takie opakowanie bardzo odpowiada, bo z atomizerami czasem pojawia się problem, a tutaj wylewamy kilka kropel na dłonie i delikatnie wklepujemy w skórę twarzy i gotowe. Bez zbędnych wacików. Podczas jego użycia czasami zdarza się, że twarz mnie delikatnie zapiecze i na początku przyznam, że trochę się wystraszyłam, zważywszy na moją wrażliwą cerę, ale nic złego się nie wydarzyło, a pieczenie ustało po kilku minutach. Świetnie radzi sobie ze zmniejszeniem widoczności porów.


Kolejny produkt to 5% serum z kuracji przeciw niedoskonałościom. Ono to dopiero działa cuda. Nawilża, wygładza, nie lepi się, jest wprost idealne, a gdybym posiadała roller do twarzy, na bank używałabym go właśnie z nim. Co mogę więcej napisać? Jak je tak bardzo polubiłam i mnie zachwyciło na tyle, że muszę koniecznie kupić drugie opakowanie. Standardowo jego buteleczka wykonana jest z ciemnego szkła z wygodną pipetą. Ma ono tylko 18 ml, a jest bardzo wydajne, ale ja lubię mieć zapas czegoś, co bardzo dobrze mi się sprawdza.



Ostatnim etapem pielęgnacji u mnie jest oczywiście krem. Tutaj mamy wersję na noc, bo jak wiecie z kawasami, trzeba uważać i nie wolno wychodzić z nimi na słoneczko, dlatego najlepiej jest je stosować w wieczornej rutynie, a przy porannej wszystko dokładnie zmyć. Korygujący krem przeciw zmarszczkom 5% przeznaczony jest, do każdego rodzaju cery dlatego pokusiłam się na niego i nie odstąpię go na krok, a już na pewno sięgnę po drugi słoiczek. Krem ma lekką konsystencję, ale od razu czuć ukojenie jakie przynosi. Cudownie nawilża i odżywia, a do tego zostawia naszą skórę gładką, z wyczuwalnym, ale nie tłustym filmem. Zapachu praktycznie nie czuć. Jego szata graficzna jest naprawdę ładna i delikatna. Pojemność to standardowo 50 ml.

Słowem podsumowania, chcę powiedzieć, że już dawno nie miałam kosmetyków za tak niską cenę, które mają tak dobre działanie. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć przed i po. Różnica w wyglądzie mojej twarzy jest ogromna. Wszystkie wypryski, które zdarzały mi się dość często, w okresie stosowania zostały niwelowane od razu. Gdy czułam, że już coś się pojawia, na drugi dzień nie było po tym śladu. Skóra jest nawilżona, oczyszczona, pory są widocznie zmniejszone, a przebarwienia znikają. Pokochałam tę serię od Eveline i na pewno wrzucę ją do swojej toaletki jako must have i będę systematycznie używać, bo naprawdę warto. Pamiętajcie jednak, że podczas stosowania produktów z kwasami trzeba unikać słońca oraz solarium. Skóra podczas stosowania staje się bardziej wrażliwa na tego typu sprawy i możemy nabawić się przebarwień, dlatego w dzień warto stosować filtry najlepiej SPF 50.





Peeling cena: 21,99 zł/100 ml
Tonik cena: 22,99 zł/110 ml
Serum cena: 29,99/18 ml
Krem cena: 26,99 zł/50 ml


marca 06, 2020

I love box by Tinaha - premium luty 2020

I love box by Tinaha - premium luty 2020
Długo zastanawiałam się nad tym czy chce zamawiać sobie jakieś pudełko kosmetyczne. Na rynku aż się od nich roiło, ale jednak w wielu z nich nie ma nic, co mogłoby mnie zaskoczyć. Możemy w nich znaleźć kosmetyki, które dostępne są w każdej drogerii, albo – co gorsza – często do boksów dodawane były zwykle, małe jednorazowe próbki. Szukałam czegoś więcej. Tak natrafiłam na ogłoszenie o naborze do współpracy z I love box. Gdy otrzymałam pierwsze pudełko, zakochałam się. Znalazłam w jego wnętrzu całą masę cudownie pachnących kosmetyków od marki I love... Później jednak nasze drogi się rozeszły. Ja korzystałam z kilku boxów, ale z żadnym się nie polubiłam na tyle, by zostać z nim na dłużej.
W styczniu tego roku zostałam doceniona przez założycielkę firmy i zauważona przez moją aktywność na profilach w social mediach I love box i otrzymałam propozycje zostania ich ambasadorką. Cieszę się z tego niezmiernie i mam nadzieję, że marka będzie ze mnie zadowolona, a ja już dziś wiem, że uwielbiam tę współpracę i z dumą promuje I love box. Oczywiście, tytuł nie ma żadnego wpływu na moją opinię i w tej kwestii zostanę z Wami w pełni szczera, a produkty będę oceniać obiektywnie. Przejdźmy jednak do zawartości pudełka premium z lutego, które powstało we współpracy z jedną z głównych influencerek na rynku, czyli Tiną - Tinaha. Gratulacje! ❤️

 W boxie za 89,90 zł możemy znaleźć, aż sześć pełnowymiarowych produktów. 



Pierwszym z kosmetyków, który zobaczyłam zaraz po otworzeniu paczki to całonocna maseczka polskiej mało znanej jeszcze marki Aquayo. Jak mogliście zobaczyć na moim profilu na Instagramie. W ubiegłym miesiącu w pudełku premium można było znaleźć krem tej marki i przygodę z nim opisałam Wam w poście, koniecznie zajrzyjcie. W lutym mamy maskę, która zapowiada się bardzo przyjemnie. Jej zapach jest miły, delikatny, nie drażniący, a na skórze niemal go nie czuć, bo po chwili się ulatnia, także nie przeszkodzi nam w zasypianiu. Konsystencja jest treściwa, ale z drugiej strony dość kremowa i lekka. Po pierwszym użyciu i to tylko na kilka godzin wieczorem jestem w stanie powiedzieć Wam tylko tyle, że skóra po jej zmyciu jest miękka i przyjemna w dotyku. Myślę, że nałożenie makijażu na skórę naszej twarzy w następnym dniu po całonocnym rytuale będzie przyjemnością. Opakowanie jest plastikowe, co nie przeszkadza mi jakoś szczególnie, ale jestem fanką szkła. Ma za to ciekawy design, ciężki do uchwycenia na zdjęciu. Koszt tej maski to około 85 zł. To niemal tyle, co cały box.



Drugi produkt, jaki znajdziemy w pudełku to krem antysmogowy marki Sevenea. Najbardziej w tym kosmetyku spodobało mi się jak na razie opakowanie. Duży, czarny słoiczek skrywa pod pokrywką pompkę, czyli coś, co uwielbiam. Srebrne dodatki oraz białe napisy i zdobienia dopełniają całość. Na półce krem prezentuje się bardzo elegancko. Oprócz tego, że krem ma nam zapewnić ochronę przed smogiem oraz czynnikami zewnętrznymi to jeszcze dodatkowo zawiera filtr SPF 50, który chroni nas przed szkodliwym działaniem promieni UV. Cena rynkowa tego produktu to aż 159 zł! Ja jestem w szoku.


W boxie Tiny nie mogło zabraknąć serum. Dlatego też mamy tutaj przeciwzmarszczkowe cudo marki Babo, które jest o pojemności aż 50 ml! Jak dla mnie jest bardzo duże i będzie na pewno wydajne. Buteleczka z ciemnego szkła z pipetka przyciąga wzrok, a także prezentuje się ładnie na półce. Po krótkiej próbie na skórze dłoni jestem bardzo zaciekawiona tym produktem. Na pewno będę testować i więcej opowiem Wam w poście na Instagramie. Koszt takiego serum to coś około 139 zł.


O tej porze roku w boxie nie mogło zabraknąć również pięknie pachnącego kremu do rąk. Mnie trafił się akurat kokosowy i jestem z niego bardzo zadowolona, bo zapach ma świetny. Marka to oczywiście Frudia. Cudowne, kolorowe, malutkie i zgrabne opakowanie to super sprawa. Zmieści się w każdej torebce, a nawet w kieszeni kurtki. Nie zostawia tłustego filmu, szybko się wchłania. Co do głębszego działania, dam Wam znać! Cena to coś około 15 zł.



Sól do kąpieli z morza martwego to już przedostatni produkt z pudełka. Jest to marka I love... która wręcz słynie z intensywnych, ładnych i przede wszystkim niechemicznych zapachów swoich produktów. Tutaj mamy fiołek, który czuć przez opakowanie! Czekam tylko na chwilę wolnego, aby wskoczyć z tą solą do wanny i rozkoszować się chwilą relaksu. Jej cena to około 35 zł za całe 500 g! Będzie to naprawdę sporo godzin błogiego odprężenia.



Niestety przyszedł czas już na ostatni kosmetyk, który możemy znaleźć w pudełku premium by Tinaha w lutym. Mogłoby się wydawać, że to nic ciekawego, ale ja jako maseczko maniaczka jestem bardzo ciekawa, jak sprawdzi się, ta maseczka marki Frudia. Jest to maseczka w płachcie. Lubię ten rodzaj za prostotę w stosowaniu. Nic nie trzeba zmywać. U mnie zawitała wersja niebieska o zapachu mango, oczyszczająca. Idealna, by nałożyć sobie ja podczas relaksu w wannie z solą morska...



Pudełko miło mnie zaskoczyło, a Tina zrobiła naprawdę świetny zestaw, który idealnie się dopełnia i możemy nim wykonać małe domowe SPA. Gdyby znalazł się tu tonik i coś do mycia buźki, śmiałobym powiedziała, że jest tu skład mojej wieczornej pielęgnacji. Cena boxa jest bardzo niska, w porównaniu z tym co znajdziemy w jego wnętrzu. Pamiętajcie, że na stronie i love box dostępna jest już marcowa seria i mamy tu tym razem Korea Box stworzonego przez youtuberke „Pokój Agaty” za 159,99 zł, a także Box Standard za 69,99 zł i Eco Premium Box za 89,99 zł.

Będąc lojalnym klientem możesz mieć więcej!

*PROMOCJA DLA STAŁYCH KLIENTEK
Kup 3 kolejne edycje pudełka I love box (np. styczeń, luty, marzec) Niezależnie, którą opcję boxa wybierzesz (standard, premium lub randka) – w trzecim miesiącu do swojego zamówienia otrzymasz dodatkowy produkt o wartości do 50 złotych.
Jest to promocja kwartalna i odbywa się 4 razy w roku.

I edycja: styczeń + luty + marzec
II edycja: kwiecień + maj + czerwiec
III edycja: lipiec + sierpień + wrzesień
IV edycja: październik + listopad + grudzień

W trzecim miesiącu zgłoś się do nas,kontaktując się przez e-mail: kontakt@ilovebox.pl w tytule wpisując “stała klientka” oraz podaj numery zamówień.

*URODZINOWA PROMOCJA
Zamówiłaś pudełko i w tym samym miesiącu obchodzisz urodziny? Poinformuj Nas o tym, a otrzymasz dodatkowy kosmetyczny prezent!
Napisz na kontakt@ilovebox.pl w tytule pisząc “URODZINY + nr zamówienia”
W treści wiadomości potwierdź datę urodzin np. skan dokumentu/ legitymacji (oczywiście możesz zamazać wszystkie inne dane oprócz imienia i nazwiska-może to być również zdjęcie dokumentu z zamazanymi danymi)
Promocja obowiązuje przy zakupie pudełek: standard, premium, randka oraz Korea Box

Gdzie zamówię Boxa?
https://ilovebox.pl/
Social media I love box :
Facebook:
https://www.facebook.com/iloveboxpl/
Instagram:
https://instagram.com/i_love_box_pl

marca 03, 2020

Wszystko albo nic - m. S. More

Wszystko albo nic - m. S. More
Debiut polskiej studentki Magdaleny Łopąg, która zasłynęła ze swojego debiutu pod pseudonimem M. S. More, który powstał z wymogu Wattpada. ♥️




Natalie jest nastolatka, która jak większość imprezuje w gronie znajomych, gra w różne gry i na ogół cieszy się życiem. Jej ojciec jest zamożny, a przyjaciółka Gen? Zrobiłaby dla niej wszystko. ♥️ Mogłoby się wydawać, że wszystko jest idealnie. Jednak do tego wszystkiego musimy dodać oczywiście rozstanie z chłopakiem Aaronem. Tym teraz Natalie nie zaprząta sobie głowy, bo na jej drodze stanął Blaise. Przystojny brunet, który bardzo irytuje dziewczynę, ale z drugiej strony jest go bardzo ciekawa! ❤️

Czy ich drogi się skrzyżują? Tak! Czy będą ze soba na dobre i na złe? Tego dowiecie się z książki!

Opis wydawnictwa:
Młodość. Miłość. Tajemnica

Natalie ma bogatego ojca, przyjaciółkę Gen, która poszłaby za nią w ogień, i krąg znajomych, z którymi spędza czas na zabawie, plotkach i wygłupach. Na pozór: nastolatka jakich wiele. Co prawda niedawno rozstała się ze swoim chłopakiem Aaronem, ale na horyzoncie pojawił się właśnie tajemniczy brunet Blaise. Natalie jeszcze nie wie, czy Blaise bardziej ją irytuje, czy fascynuje... Bo intryguje na pewno. Wydaje się, że dziewczyna przeżyje wkrótce płomienny romans. Jednak życiowe ścieżki nie zawsze biegną prosto, a powierzchowne sądy nie w każdym przypadku okazują się trafne...
Każdy z głównych bohaterów powieści M.S. More skrywa jakieś sekrety, czasem bolesne. Nie pozostaną one bez wpływu na dokonywane przez nich wybory. To nie bajka, to życie — więc o happy end nie będzie łatwo!
Czy uczucie dwojga młodych ludzi zdoła rozkwitnąć w cieniu mrocznej przeszłości? Czy ma szanse przetrwać?


Dziękuję bardzo Editio Red za możliwość przeczytania tej książki :) 


lutego 12, 2020

Patronat - Sentymentalna bzdura - Ludka Skrzydlewska

Patronat - Sentymentalna bzdura - Ludka Skrzydlewska
"Sentymentalną bzdurę" miałyście okazję już widzieć kilkukrotnie na moim profilu na instagramie. Jest to debiut, czyli pierwsza wydana historia, napisana przez cudowną osóbkę, jaka jest @ludkaskrzydlewska_autorka 💙 Jeszcze raz gratulacje!❤️ Jakby tego było mało, jest to również mój debiut jako patronat. Nawet nie wiecie, jak bardzo się tym stresowałam! Bo wiecie, jak to jest z debiutami? Raz wyjdzie, a raz nie do końca. Tutaj przy książce nie ma się czego obawiać! Styl jest tak świetny, że w pierwszym momencie miałam wrażenie, że czytam książkę od "wgryzionej w temat" autorki. Tu takie zaskoczenie! Debiutantka!



Przejdźmy jednak do fabuły.

Opis wydawnictwa:
Gorący romans z wątkiem sensacyjnym w tle

Veronica, dziewczyna z niewielkiego angielskiego miasteczka, od pięciu lat mieszka w Londynie. Trenuje krav magę, pracuje w różnych firmach, zmienia korporacje jak rękawiczki. Dokładnie tak jak niektórzy ludzie zmieniają partnerów. Tyle że Veronica nie ma nikogo, kim byłaby zainteresowana. Za plecami nazywana „królową śniegu”, ma uzasadnione powody, by odczuwać niechęć do mężczyzn, szczególnie tych, którym się podoba.

Dziewczyna została zaproszona na ślub starszej siostry — i ma poważny kłopot. Wizyta w rodzinnych stronach to powrót do historii, o której od pięciu lat próbuje zapomnieć. Za smutną przeszłością Veroniki stoi konkretna osoba, niejaki Carter, drapieżca seksualny z rodu o szerokich koneksjach. Niestety, także brat pana młodego. Rodzice Veroniki marzą, by wyswatać ją z Carterem. Aby tego uniknąć, dziewczyna postanawia pojawić się na weselu w towarzystwie jakiegokolwiek mężczyzny, którego będzie mogła przedstawić jako swojego narzeczonego.

Na szczęście londyński przyjaciel Tony podsuwa jej swojego brata Henry’ego, przystojnego i sympatycznego geja, który wspaniałomyślnie zgadza się odegrać rolę przyszłego męża. Veronica jest uratowana!

Tylko że Henry wcale nie jest gejem, a jego postępowaniem kierują konkretne pobudki...





Veronica nie ma ochoty wracać, chociażby na sekundę myślami do przeszłości. Przecież od tego uciekła, na zawsze, jak sobie powtarzała. Nie widzi szans na powrót, przecież to nierealne. Aż do wydarzenia, na którym musi pojawić się w rodzinnych stronach, jak się domyślacie, jej entuzjazm jest na poziomie wręcz ujemnym. Naszedł ślub siostry, z tego nie da się wyplątać, zwłaszcza że dowiadujesz się o nim niemal z dnia na dzień! W takim tempie ciężko wymyślić jakakolwiek sensowną wymówkę. Jeszcze trudniej jest znaleźć powód, dlaczego Twój wyimaginowany narzeczony nie może się zjawić. Z pomocą w rozwiązaniu braku faceta przychodzi brat jej współlokatora. Więc wszystko gotowe, można ruszać, stawić czoła przeszłości. Wszystko miało się udać... Właśnie miało... Jednak rzadko bywa, że wszystko jest po naszej myśli, zwłaszcza kiedy musimy zmierzyć się z czymś, o czym chcieliśmy zapomnieć.


Na pozór jest to zwykły romans z nutką humoru i jak zawsze bywa wzlotów i upadków pary. Jednak jak już się wczytamy widać te ważne tematy, o których Skrzydlewska nam wspomniała, jest tu brak zaufania, ucieczka przed problemami, a także przemoc i brak zrozumienia. Mamy tutaj do czynienia z czymś niewyobrażalnym dla mnie jako młodej kobiety, czyli brakiem oparcia w drugiej osobie. W końcu bliscy Veroniki twierdzą, że zostawiła wszystko i wyjechała totalnie ot tak sobie. Bo przecież to kolejny wymysł dziewczyny... Czy aby na pewno?

Mogłabym tutaj pisać referaty na temat tego, co sądzę o tej książce. I o tym, co jest w jej wnętrzu. Mogłabym powiedzieć, że moja rekomendacja też nie do końca jest, taka jak powinna. Wiecie z resztą, że ja uwielbiam się rozwodzić nad książkami, które podbiły moje serce. Dokładnie tak samo jest w przypadku naszej kochanej bzdurki! Mogłabym tutaj esej napisać! No nie mogę, bo zdradzę za dużo, a wy w połowie zaśniecie!


Dziękuję wydawnictwu za docenienie mnie i zauważenie. To dzięki Editio Red miałam możliwość być patronem. Dziękuję również samej autorce, za każde miłe słowo! Ludka, pisz, pisz i jeszcze raz pisz, bo masz ogromny talent, a ja już czekam na Twoja kolejną książkę! ❤️
Copyright © 2016 Kobieta inspiruje , Blogger